Pstrykam całkowicie amatorsko
Nikon D40 D5000 D200
N16-85 N35 N50 S10-20 S18-200



zBLOGowani.pl


Pisz swój dziennik w Internecie
wtorek, 09 lutego 2010

Plac Szczepański


Zdarzyło się w Krakowie:...z 1310 roku pochodzi najstarsza wzmianka o kościele św.Szczepana, znajdującego się niegdyś na dzisiejszym placu Szczepańskim. W rachunkach świętopietrza z lat 1325-1327 występuje plebanus (proboszcz) tego kościoła. Był to więc kościół parafialny, choć początków tej parafii ustalić się nie da. Wiadomo tylko, że w roku 1327 biskup krakowski w związku ze sporami proboszczów, dokonał nowej limitacji czterech parafii krakowskich; NPM, Wszystkich Świętych, św.Krzyża i właśnie św.Szczepana.  Kościół został rozebrany z początkiem XIX wieku.                              

Na podstawie: Dzieje Krakowa / Kraków do schyłku wieków średnich  – Tom 1 – Jerzy Wyrozumski, Wydawnictwo Literackie Kraków 1992

niedziela, 07 lutego 2010

Ulica Floriańska 17


Zdarzyło się w Krakowie: …żelazne łańcuchy zatopione w kamienicy Molendzińskiej przy ul.Floriańskiej 17 miały służyć do zamykania ulicy na wypadek pojawienia się wroga. Najstarsza wzmianka o takich łańcuchach pochodzi z XIV wieku. 

Na podstawie: Przewodnik po zabytkach Krakowa – Urbs celeberrima – Michał Rożek, Wydawnictwo WAM 2006

TVP Kraków


Zdarzyło się w Krakowie: w 1961 roku powstała Telewizja Kraków. Z inicjatywy mieszkańców miasta powstał Społeczny Komitet Budowy Telewizji; zgromadzono fundusze i na Krzemionkach powstałą stacja telewizyjna. We wrześniu 1966 roku rozpoczęto emisję „Kroniki”. Od 1991 roku działa studio widowisk artystycznych S-3 w Łęgu, a od 1993 emitowany jest własny program regionalny. 

Źródło: http://ww6.tvp.pl/6243.dzialy  

sobota, 06 lutego 2010

Wawel


Bona w Krakowie: „Dopiero jednak zjeżdżając w dół z łagodnego pagórka zobaczyła wreszcie i sam obwarowany gród, nad którym niczym iglice przebijały lecące obłoki setki wież i wieżyczek kościelnych. Potem przez potężny Barbakan orszak wsunął się w ulice miasta o wąziutkich a wysokich kamienicach. Przybrane były wszystkie w tureckie makaty, wzorzyste kobierce, w proporce ze smokiem Sforzów i herbami Jagiellonów. Do ścian domów przystawiono drabiny, na których tłoczyła się gawiedź, a z otwartych okien wiwatowali mieszczanie i urodziwe mieszczki odziane strojnie, jak w największe święto. Krzyczeli ludzie, nie ustawały bić działa oraz huczeć dzwony, i tak orszak dotarł wieczorem do katedry na Wawelu, gdzie już przy świecach pochyliły się wszystkie głowy przed grobem świętego Stanisława, patrona Polski. Po pięknej i długiej mowie powitalnej księdza biskupa, podkanclerzego Tomickiego, król podał rękę nowo przybyłej i wprowadził na wawelskie komnaty, a że było już po północy, dworki Bony pospiesznie ułożyły ją do wspaniałego łoża”.


Wawel


„Była ciekawa, czy mogłaby jeździć konno po tutejszych ogrodach i galopować wzdłuż brzegów Wisły, ale kanclerz Alifio bał się, że nie pochwaliłby tego ani król, ani lud tutejszy przywykły do oglądania swych królowych tylko w majestacie lub w kolebkach ciągnionych przez cztery rumaki. Skrzywiła usta. Przebywanie w zimnych komnatach, gdy za oknami świeciło wiosenne słońce, zaczęło jej już ciążyć. Kazała Marinie wybadać, jakie są podwawelskie ogrody i czy nie mogłaby siadywać w cieniu drzew z wierszami Horacego lub Petrarki w ręku. Czy właśnie tam, wśród młodej zieleni, nie powinna by ich bawić przydzielona do jej dworu karlica Dosia?”.


Wawel


„Wie już, co zrobi natychmiast, od jutra: zacznie uczyć się tego dziwnego języka. Jednakże, aby pozostać sobą, Boną Sforza, zamieni od razu te biedne ogrody w przepyszny kwietny kobierzec, w zielony raj godny zachwytów największych poetów Italii… Prawie biegła po cienistych krużgankach, nie przestając ganić, narzekać, snuć planów na najbliższą przyszłość.

- O Dio! – dziwiła się – to mają być ogrody polskiego króla? Trochę drzew i dużo trawy. A sad? Warzywnik? Ależ tam nic nie rośnie. Niente! Niente! Trzeba będzie sprowadzić italskich ogrodników. A także kucharzy. Wszystko, co jedzą ci ludzie, jest nie do jedzenia: za tłuste i za słodkie. Żadnych jarzyn, sałaty, owoców. Zawiesiste zupy i sosy, gorzkie piwo. Okropność!”. 

Fragmenty: Smok w herbie – królowa Bona – Halina Auderska, Wydawnictwa Radia i Telewizji, Warszawa 1984


Wawel

 

Ulica Gołębia


Zdarzyło się w Krakowie: między ulicami Gołębią i św.Anny,  w październiku 1847 roku, zastrzelony został przez nieznanych sprawców Ignacy Zajączkowski, sędzia i prezes specjalnej komisji, która badała okoliczności i przebieg wydarzeń powstania krakowskiego w 1846 roku. Zajączkowski dał się wcześniej poznać jako bezwzględny śledczy w sprawach tajnych wydawnictw Ossolineum we Lwowie oraz działalności niepodległościowych organizacji młodzieży gimnazjalnej. Śmierć sędziego wywołała radość w Krakowie, ale w odwecie wprowadzono sądy doraźne. 

Źródło: Zagadkowy Kraków – praca zbiorowa pod redakcją Piotra Hapanowicza, Michała Niezabitowskiego i Wacława Passowicza, wydawca: Towarzystwo „Pro Museo” w Krakowie, Centrum Młodzieży im. dr Henryka Jordana w Krakowie przy udziale Muzeum Historycznego, wydawnictwo finansowane przez Gminę Miasta Kraków, 2003

Na krakowskim rynku


Do i z Krakowa: … w XVII wieku transport towarów w handlu dalekosiężnym odbywał się wozami zaprzężonymi w konie. Towar przed kradzieżami zabezpieczano najczęściej tzw. dekami, czyli skórami wołowymi lub krowimi. Czasem towar nakryty był brezentem. Najbardziej rozpowszechniony był wóz, zaprzężony w cztery konie – łatwy do manewrowania i do tego pakowny. Towary luksusowe (np. szkło weneckie) i lekkie (np. futra) przewożono po podmokłych i wyboistych drogach kolasami, koczami i wierzchem. Wozy owinięte były sznurami lub łańcuchami, które zabezpieczały przed zgubieniem i kradzieżą. Furmani posiadali na wyposażeniu pewnego rodzaju dźwig, który przypominał śrubę i miał na celu podnoszenie wozu, gdy ten ugrzązł w błocie. Sań używano stosunkowo rzadko, wóz stanowił główny środek transportu również zimą. Obciążenie wozu wynosiło prawdopodobnie 4 – 5 cetnarów na jednego konia, tj. ok. 260 – 325 kg. Obciążenie mogło być różne w każdym przypadku, zależało od gatunku towarów, wytrzymałości wozu, kondycji koni jak również doświadczenia furmana.  Opłaty za transport były niejednolite i zależały od wagi towaru, odległości, stanu drogi i panującego na niej bezpieczeństwa. Kupcy umawiali się z furmanami, którzy z kolei solidarnie ustalali między sobą wysokość ceny, której potem się trzymali. 

Źródło: Handel zagraniczny Krakowa w połowie XVII wieku  – Jacek Wijaczka, Towarzystwo Naukowe „Societas Vistulana” 2002

czwartek, 04 lutego 2010

 

Wspominają o Krakowie – Zofia Muczkowska: „Obrazy z kościoła św.Katarzyny. Wypadki, które zamierzam teraz opisać, miały charakter średniowiecznej wojny dwu miast i średniowiecznymi były też obiekty o które walczyły dwa miasta: Warszawa z Krakowem, niczym Piza z Florencją”.


Kościół św. Katarzyny


„Obrazy gotyckie, przedstawiające św.Jana Jałmużnika, pochodzące ze zniszczonego poliptyku, fundowanego przez Mikołaja z Brześcia Lanckorońskiego w r.1504 dla augustianów św.Katarzyny, były pozostałością po wielkim ołtarzu i wisiały w latach 1935 – 36 na ścianach prezbiterium. Funkcjonariusz warszawskiego Muzeum Narodowego, wydelegowany celem szukania zabytków sztuki gotyckiej, nabył w tajemniczy sposób te obrazy za pośrednictwem krakowskiego antykwariusza Stieglitza od ówczesnego przeora zakonu augustianów – Niemca Utha – i usiłował po kryjomu wywieźć je nocą. W trakcie ładowania obrazów na ciężarówki stojące przed kościołem, przechodził właśnie ulicą Augustiańską urzędnik pocztowy Cichy, któremu akcja ta wydała się podejrzana. Zatelefonował przeto natychmiast do Muzeum Narodowego, że „Stieglitz wywozi obrazy od św.Katarzyny”. Powstał wielki alarm i akcję udało się wstrzymać.

Następnego dnia Towarzystwo Miłośników Historii i Zabytków Krakowa ujęło sprawę w swoje ręce. Poparta licznymi i dosyć burzliwymi zgromadzeniami protestacyjnymi, akcja ta uniemożliwiła ostatecznie wywiezienie tych dzieł sztuki z naszego miasta. Kraków bawił się jakiś czas powiedzonkiem: „Cichy, a narobił dużo hałasu”. Warszawa jednak obstawała przy prawie do obrazów, za które jakoby zapłaciła. Walka trwała przez dłuższy okres. Do ojca mojego przyjeżdżał nawet specjalny delegat Ministerstwa Kultury i Sztuki, by go nakłonić do kapitulacji, ale nic nie wskórał. Sprawę zażegnano w ten sposób, że ówczesny prezydent miasta dr Kaplicki wyasygnował z budżetu miejskiego potrzebną sumę na wykupienie obrazów. Po należytej konserwacji umieszczono je w Muzeum Narodowym w Krakowie (Dom Szołayskich).

Epilog tej wojny okazał się w rezultacie dramatyczny dla naczelnego konserwatora dr Jerzego Remera, który wychodząc z założenia, że słuszność jest po stronie Krakowa, bronił naszej sprawy, za co został ze swego stanowiska usunięty przez Warszawę”.

Źródło: Pod Krukiem – fragmenty ze zbioru Kopiec Wspomnień – Zofia Muczkowska, Wydawnictwo Literackie Kraków 1964

środa, 03 lutego 2010

Krakowskie Planty


Pisali o Krakowie: … „[…] spacerowałem Plantami i liczyłem wszystkie cienie, które mi towarzyszyły w tej przechadzce. Wszystkie cienie jesienne. Ale są w Krakowie dla mnie i inne cienie: wiosenne, piękne, ubarwione zielonymi liśćmi późnego maja […]” 

Jarosław Iwaszkiewicz, Podróże do Polski, 1975 

Źródło: „Gdzie miasto zaczarowane” Księga cytatów o Krakowie  –  Karolina Grodziska, Wydawnictwo Znak, Kraków 2003

poniedziałek, 01 lutego 2010

Rynek przed Świętami


Zdarzyło się w Krakowie: w latach pięćdziesiątych XVII wieku jednym z wielkich hurtowników wina był kupiec i rajca krakowski Franciszek Kortyn, syn Rudolfa Cortiniego  przybyłego z Włoch. W 1653 r. Kortyn sprowadził z Węgier około 285 beczek. Jednak największy transport sprowadził rok później – 42 wozy ciągnięte były przez 252 konie. 

Źródło: Handel zagraniczny Krakowa w połowie XVII wieku  – Jacek Wijaczka, Towarzystwo Naukowe „Societas Vistulana” 2002

Anioł z kościoła Kapucynów, ul Loretańska 11

Anioł z kościoła Kapucynów, ul Loretańska 11


„Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają jak latać”. 

Antoine de Saint-Exupéry