|
Pstrykam całkowicie amatorsko aparatem Nikon 4200 Nikon S2500 Nikon D40 Nikon D5000 |
Blog > Komentarze do wpisu
Marion Cobretti broni WaweluCzwartkowe popołudnie, pogoda jak marzenie, światło niemal idealne do robienia zdjęć, długie cienie, podkreślone kolory – aż żal siedzieć w domu. Zbiegiem okoliczności trafiłem na Wawel. Pochłonięty robieniem zdjęć Katedry przesłoniętej kwitnącymi magnoliami nie wiedziałem, że na chwil kilka znajdę się w centrum zainteresowania przechodzących obok turystów, a to za sprawą lokalnego szeryfa. Z zachwytu nad rozkwitająca naturą wyrwał mnie krzyk bacznie obserwującego wszystko ochroniarza. Pomyślałem – ktoś wszedł na trawnik, bądź co bądź naprzeciwko znajdują się relikty domu Borka, a dalej kościoła św.Michała więc wchodzenie na te zabytkowe pozostałości nie należy do dobrego tonu. Z resztą o zakazie deptania informują liczne tabliczki. Okazało się, że ochroniarz zwrócił uwagę na mnie, czego jeszcze nie wiedziałem. A przysięgam na moje obiektywy, że nie nadepnąłem ani jednego źdźbła trawki. Stałem kilkanaście centymetrów od trawnika i pochylony robiłem ujęcia kwitnącej magnolii odgradzającej mnie od Katedry oraz położonych na prawo od niej budynków dawnych kuchni królewskich. W jednej chwili wyrósł przede mną rosły strażnik, w wielkich czarnych okularach – prawdziwy Marion Cobretti. Widząc, że nie stoję na trawniku (wszystko przez te czarne okulary) zaczepnie zażądał abym pokazał mu zrobione zdjęcia – WSZYSTKIE.
Pouczony zostałem, że łamię prawo, robiąc zdjęcia osobie fizycznej bez zgody tej osoby. Zaskoczenie pełne. Okazało się, że ów papierowy tygrys widniał na dwóch kadrach, w odległości ok. 50m. W kadrze było również kilkunastu turystów, lecz na Boga, chcąc „zdjąć” dawne kuchnie królewskie „bez ludzi” musiałbym przyjść na Wawel przed 5 rano. Musiałem udostępnić do wglądu zrobione dzisiaj zdjęcia i usunąć te, na których widniał. Rozmowa przebiegała w nerwowej atmosferze, a zachowanie strażnika – piszę to z całą odpowiedzialnością – było prowokujące, jego ton sugerował, że wystarczy mój jeden fałszywy ruch i będzie źle.
Wykrzesałem z siebie tyle uprzejmości, ile przeszło mi przez gardło. Cobretti się uspokoił, na koniec zasalutował (!) i odszedł. Jakże się myliłem J 30 sekund później zobaczyłem, że idzie za mną, ja się zatrzymałem – on też, ruszyłem – on też. Sytuacja zrobiła się zabawna. Szkoda, że dział czy komórka rekrutująca pracowników do ochrony na zamku tak słabo weryfikuje kwalifikacje przyjmowanych osób. Wawel jest wizytówką miasta, więc i personel powinien trzymać pewien poziom. I nie mam tu na myśli image a la Sylvester Stallone.
Zdarzyło się w Krakowie:...w 1924 roku – jako dowód rozluźnienia dyscypliny służbowej prasa przytoczyła następujące zdarzenie: „konduktor tramwajowy zamiast wziąć pieniądze za bilet od jadącej Żydówki, wziął od niej flaszkę ze spirytusem i »popił zdrowo«. Następnie podał motorowemu, ten jednak odmówił. Wspomniany fakt zdarzył się w dzień o godz.13 w tramwaju nr 23. Może by spółka tramwajowa zwiększyła nadzór nad sprzedażą biletów i oszczędziła publicznego zgorszenia”. (GK-196,s.4) Źródło: Kraków między wojnami – Czesław Brzoza, Towarzystwo Sympatyków Historii, Kraków 1998 czwartek, 16 kwietnia 2009, tartuffe
TrackBack
Komentarze
ebe4
2009/04/16 23:46:50
! a miał prawo zaglądać Ci w aparat?
Gość: mo, ip-72-129.kolornet.pl
2009/04/17 02:29:46
O ile wiem, w prawie prasowym jest przepis, ze jezeli na zdjeciu sa wiecej niz 3 (albo 5 osob), to jest wtedy zdjecie grupowe i osoba fotografujaca nie ma prawa zadac usuniecia takiego zdjecia (ew. moze o to prosic).
Na wszelki wypadek sprawdz to sobie ;-) 2009/04/17 06:35:22
Najgorzej jest jak ktoś leczy własne kompleksy wykorzystując do tego stanowisko służbowe.
2009/04/17 07:06:23
Z tego, co ostatnio słyszałam (od ich szefa) to pracownicy ochrony z Wawelu odchodzą, bo kiepsko im płacą... widać zostają tylko ci, którym słabe zarobki rekompensują ciemne okulary i przeglądanie zawartości cudzych aparatów.
No i zostaje niezwykle sympatyczna pani Lidka :))) PS. Swoją drogą szkoda, że nie miałeś w aparacie 500-600 zdjęć, miałby trochę zajęcia (a w tym czasie złodzieje ukradli by skarbonkę)... 2009/04/17 07:41:49
"Rozpowszechnienie wizerunku osoby bez jej zgody jest możliwe w dwóch przypadkach:
1. wizerunku tzw. osoby publicznej, jeżeli pozostaje on w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, czy zawodowych. 2. Jeżeli wizerunek osoby stanowi tylko szczegół większej całości np.: zgromadzenia, widoku ulicy." Źródło: 209.85.229.132/search?q=cache:epDyV7cIQjEJ:archiwum.parp.gov.pl/klik2.php%3Fp%3Dpartnerinfo/przewodnik/22dz12.rtf+prawo+prasowe+a+publikacja+zdj%C4%99%C4%87&cd=5&hl=pl&ct=clnk&gl=pl Rozumiem, że mógłbym spokojnie i bez obaw opublikować zdjęcia tego Herosa bez obaw o konsekwencje ;) Ponieważ bywam regularnie na Wawelu, pozwole sobie wydrukować ten fragment z odnośnikami i wręczę temu ochroniarzowi. Chcę po prostu zobaczyć jego minę ;) 2009/04/17 10:57:05
Pozwoliłem sobie zadzwonić do centrum ochrony zamku z zapytaniem o zasadność rewizji mojego aparatu. Bardzo miły pan odpowiedział mi, że strażnik nie miał prawa przeglądać aparatu i że wolno mi robić zdjęcia na dziedzińcu. Chyba nawet przeprosił ;) Poprosił również o podanie czasu i miejsca zajścia...
2009/04/17 12:23:17
i słusznie zrobiłeś. Pracy przez to nie straci, skoro sytuacja jest taka jak pisze przewodnikpokrakowie, ale i nie o to chodzi przecież. Najważniejsze, że gościu zostanie POUCZONY i drugi raz komuś innemu w drogę nie wejdzie.
2009/04/19 18:46:29
Świetne. Zawsze twierdziłem że zwiedzanie Krakowa to piękna przygoda ;) ....a jakby tak udać sie grupą fotografujących, oczywiście kiedy ochroniarz ma zmianę.... moze mu sie marzy byc obleganym przez paparazzich...
|